piątek, 14 czerwca 2013

Powiadomienie


Bardzo Was wszystkich przepraszam, że od dłuższego czasu nic nie dodałam i w najbliższym czasie nie dodam, ale nie miałam czasu i niestety nadal nie mam, więc nastepny rozdział bedzie pod koniec czerwca, chyba, że znajde czas w ten weekend wtedy będzie wcześniej.
Jeszcze raz bardzo przepraszam i proszę o cierpliwość.

niedziela, 2 czerwca 2013

Rozdział V

Klaus

-Halo?! Nic panu nie jest?! Niech się pan obudzi! Pomocy!
Ktoś mną potrząsał. Powoli otworzyłem oczy. Klęczała nade mną jakaś dziewczyna około 30 lat. Jej wołanie sprawiało, że w głowie mi dudniło. Zirytowany wgryzłem się w jej tętnice.
Kiedy wyssałem całą krew odrzuciłem dziewczynę i wstałem. Czułem jeszcze ból, ale był już o wiele mniejszy. 
-Muszę ją znaleźć- postanowiłem.
Wszedłem w boczną uliczkę, żeby nikt mi nie przeszkadzał i skoncentrowałem wszystkie swoje zmysły na Keszji. Gdy złapałem "trop" zacząłem za nim podążać, cały czas koncentrując się na niej.
Keszja
Obudziłam się w jakiś lochach. Próbowałam się ruszyć, ale poczułam tylko ogromny ból. Spojrzałam się na dół. Siedziałam na krześle, przykuta linami nasączonymi werbeną. Byłam osłabiona, ktoś kto mnie tu uwięził spuścił mi krew.
-Obudziłaś się- powiedział mężczyzna, wyłaniając się z cienia. Był to Damon.
-Czego chcesz?- spytałam.
-Chcę wiedzieć co robisz w tym mieście i czym jesteś.- odpowiedziała Bonnie wchodząc do pomieszczenia.
Uśmiechnęłam się kpiąco. Co za idioci, myślą, że coś ze mnie wyciągną.
-To macie pecha, bo się nie dowiecie.- powiedziałam powstrzymując się od śmiechu.
Bonnie spojrzała na mnie, a moje ciało przeszył ogromny ból.
Klaus
Byłem już blisko, kiedy poczułem ból. Wbiegłem szybko do lochów. Zastałem tam Damona patrzącego na Bonnie torturującą Keszję. 
-Co wy tu robicie?!- spytałem wkurzony. 
Damon i Bonnie jednocześnie spojrzeli się na mnie z zaskoczeniem i strachem w oczach.
-Znaleźliśmy tą Istotę bez twojej pomocy.- odpowiedział Damon.
Przygwoździłem go do ściany.- Przecież kazałem to zostawić.- wykrzyczałem mu w twarz. Chciałem go zabić, kiedy poczułem ogłuszający ból i zatoczyłem się do tyłu. Puściłem go, a on uciekł.
-Przestań- krzyknąłem do Bonnie.
Czarownica wyszła za próg pomieszczenia, a ból ustąpił. Rzuciłem się na nią w wampirzym tempie, chciałem ją zabić, ale zatrzymałem się na niewidzialnej ścianie.
-Zabiję cię jak tylko stąd wyjdę!!!- krzyknąłem do Bonnie.
-Nie zrobisz tego.- powiedziała wiedźma i odeszła. Udawała pewną, ale wiedziałem, że tylko udaje. 
Byłem na nią wściekły.
-Uwolnij mnie.- powiedziała Keszja słabym głosem.
Podszedłem do niej i zacząłem rozwiązywać liny. Kiedy skończyłem Keszja chciała wstać, lecz była zbyt słaba i prawie upadła, ale zdążyłem ją złapać.
-Jak teraz wyjdziemy?- spytałem bardziej siebie, trzymając dziewczynę na rękach. 
-Chyba mogę to usunąć.- powiedziała Keszja.
-Niby jak?- spytałem.
-Za pomocą magi, ale potrzebuje krwi.- odpowiedziała.
Zastanawiałem się chwilę po czym usiadłem z nią na podłodze i dałem jej swój nadgarstek. Kiedy zaczęła pić, ogarnęło mnie podniecenie, miałem ochotę dotykać ją po całym ciele, zsunąłem drugą ręką w dół po jej plecach, aż zszedłem do jej pasa, zjeżdżałem niżej, a Keszje przeszedł dreszcz. Jej podniecenie potęgowało moje jeszcze bardziej. Aż nagle wszystko ustało, a Keszja odsunęła się ode mnie.
-Następnym razem trzymaj łapy przy sobie.- odpowiedziała i podeszła do bariery.- A i złap mnie.- dodała.
Usłyszałem skrzypnięcie, a Keszja upadła. Złapałem ją w ostatniej chwili. Bariera zniknęła. Postanowiłem ją zabrać do siebie.
Keszja
Obudziłam się cała obolała, otwierając oczy ujrzałam Klausa. Przyglądał mi się bardzo uważnie.
-Dzięki- powiedziałam i wstałam z łóżka.
Chciałam wyjść z pokoju, kiedy Klaus zagrodził mi drogę.
-Gdzie idziesz?- spytał.
-Do domu.- odpowiedziałam i chciałam go wyminąć.
-Nie, najpierw odpowiesz mi na moje pytania.
-Jakie?- spytałam.
-Najpierw usiądź.- powiedział Klaus.
Usiadłam na łóżku, a on obok mnie. Czułam jego bliskość i emocje, a to wszystko sprawiało, że miałam ochotę go pocałować i to bardzo mocno i długo.
Klaus spojrzał się na mnie, a nasze spojrzenia się spotkały, miał takie piękne oczy...
Niklaus uśmiechnął się i spojrzał na ścianę. 
-Jaki on piękny, kiedy się uśmiecha... O Boże, o czym ja myślę.-skarciłam się w myślach, a Klaus uśmiechnął się jeszcze szerzej.
-Wiesz nie musimy być skojarzeni, żebym wiedział o czym teraz myślisz.- odpowiedział i uśmiechnął się flirciarsko. 
-O co chciałeś się spytać?!- spytałam wstając z łóżka.
-Spokojnie- powiedział rozbawiony Klaus.- Chciałem się spytać, jak tak naprawdę się nazywasz Keszja, czy może Kate i dlaczego udawałaś człowieka, i pozwoliłaś abyśmy się znowu skojarzyli?- spytał już poważnie.
-Nazywam się Keszja Break i nie wiedziałam, że się skojarzymy, wogóle ciebie nie pamiętałam i nie miej do mnie pretensji, sam mnie nie poznałeś.- powiedziałam obrażona, nie chciałam odpowiadać na te pytania, ale to było jedyne wyjście żeby mnie wypuścił.
-Bo wyglądasz inaczej.- odpowiedział Klaus.- Jak to możliwe?
-Byłam martwa, przecież wiesz.
-Więc dlaczego jesteś żywa?- spytał Klaus.
-Magia.- odpowiedziałam jednym słowem, nie musiałam więcej tłumaczyć, ponieważ on już domyślił się o co chodzi.
Chciałam wyjść, ale Klaus złapał mnie i przyciągnął do siebie. Nasze usta dzieliło zaledwie parę centymetrów, Klaus pochylił się i pocałował mnie. Jego usta były takie miękkie. Przestałam myśleć, wplotłam moje palce w jego włosy. Całowaliśmy się bardzo zapalczywie. Klaus przygniótł mnie do ściany i zaczął całować bardziej brutalnie, a jego ręce błądziły po moim ciele. Jęknęłam z rozkoszy. Klaus zaczął ściągać moją bluzkę, kiedy przypomniałam sobie z kim się obściskuję i wyrwałam mu się.
-Co ty odwalasz?!- krzyknęłam, byłam wściekła na siebie, że straciłam kontrolę.
-Oh, nie udawaj, że nic do mnie nie czujesz.- powiedział Klaus, zbliżając się do mnie, zaczęłam się od niego odsuwać.
-Bo nic do ciebie nie czuje to przez to durne skojarzenie.- powiedziałam i zaczęłam płakać, po raz pierwszy od niepamiętnych czasów. Nie miałam pojęcia co się ze mną dzieje, ja nigdy nie płakałam. Osunęłam się na podłogę i oparłam o łóżko. Klaus usiadł koło mnie i przytulił, głaszcząc po głowie.
-Hej, co jest?- spytał.
-Nie mam pojęcia.- odpowiedziałam krztusząc się łzami.
Siedzieliśmy tak, aż się nie uspokoiłam.
-Już lepiej- spytał.
-Tak.- odpowiedziałam i spojrzałam na Klausa. Starł on moje łzy z twarzy i chciał pocałować, ale się od niego odsunęłam.
-Idę- powiedziałam i wyszłam, zdziwiona, że mnie nie zatrzymał.
---------------------------------------------------------------------------------
Oto kolejny rozdział. Bardzo proszę o wasze komentarze.


wtorek, 21 maja 2013

Rozdział IV

Keszja
Obudziłam się bardzo wcześnie, poszłam do łazienki i wzięłam długi, gorący prysznic. Kiedy wyszłam podeszłam do szafy.
-Co by tu ubrać...- powiedziałam do siebie.
Postanowiłam założyć dżinsy z długim krokiem i szarą bokserkę, a do tego czarną kurtkę z rękawem na 3/4. Na koniec założyłam szare trampki i mój naszyjnik. 
Zeszłam do piwnicy, wzięłam ze dwa woreczki z krwią i poszłam do kuchni. Postanowiłam zaszaleć. Wyjęłam z barku wódkę, nalałam do szklanki, dodałam soku jabłkowego, trochę limonki i krew, a na końcu wymieszałam wszystko razem. Wzięłam pierwszy łyk.
-Mmm... nawet dobre.- powiedziałam i zaczęłam pić. 
Kiedy skończyłam, zrobiłam sobie kolejnego drinka. Był jeszcze lepszy od pierwszego.
Nie chciało mi się siedzieć w domu, więc postanowiłam się przejść. 
-Może spotkam Stefana, tego który mnie uratował. Mhm... on jest,  jak myślę przyjacielem Eleny...- pomyślałam.
***
Chodziłam po mieście od dłuższego czasu. Obecnie siedziałam w parku i patrzyłam na matkę z dzieckiem. Mały bardzo płakał, ponieważ się skaleczył. Siedziałam tak i patrzyłam na tą scenę. W pewnym momencie znalazłam się obok dziecka i trzymałam je za rękę, patrząc na krwawiącą ranę.
-Co pani robi?!- krzyknęła kobieta, kiedy zaczęłam pochylać się  ku ranie. 
Oprzytomniała wstałam i uciekłam. 
Szłam w kierunku baru, rozmyślając o tym co zaszło w parku. Kiedy wchodziłam do środka ktoś na mnie wpadł. Spojrzałam na dół i ujrzałam Bonnie masującą czoło.
-Sory, nie zauważyłam cię- powiedziałam podając jej rękę. 
Dziewczyna wzięła moją rękę i wstała.
-Nie to moja wina, zamyśliłam się.
- Mhm... w takim razie wisisz mi drinka- powiedziałam i próbowałam uśmiechnąć się przyjacielsko, ale chyba niezbyt mi to wyszło, ponieważ Bonnie spojrzała się na mnie jak na wariatkę.
Siedziałam z Bonnie i gadałam o jakiś bzdurach. Tak mnie to nudziło, że postanowiłam zmienić temat.
-Oglądałaś może "The amazing spiderman"?- spytałam.
Bonnie chciała odpowiedzieć, kiedy drzwi do baru otworzyły się, a podmuch wiatru zwiał szklankę z naszego stolika. Nie myśląc zatrzymałam szklankę w powietrzu za pomocą magi i złapałam w wampirzym tempie. Ktoś kto nie przyjrzał się temu dokładnie, mógł pomyśleć, że mam dobry refleks, jednak Bonnie, wiedziała, że było inaczej, co można wywnioskować z jej miny.
Udając, że nic się nie stało, postawiłam szklankę na stoliku i z uśmiechem powiedziałam do Bonnie
-Zawsze mi mówiono, że mam doskonały refleks.- przerwałam spoglądając na godzinę na mojej komórce i udając zdziwioną- Kurde, muszę już lecieć, pa- powiedziałam i wyszłam z baru.
Klaus
Dzisiaj nie mogłem przestać myśleć o Kate, a raczej Keszji. Próbowałem coś robić, ale nic mi nie wychodziło, nawet kiedy chciałem pożywić się na jakiejś dziewczynie, tak się zamyśliłem, że pozwoliłem jej uciec. Z wściekłości wziąłem krzesło i zacząłem nim tłuc o ścianę.
Kiedy ochłonąłem postanowiłem pójść do Keszji. 
W drodze do jej domu poczułem okropny ból na całym ciele. Myślałem, że głowa mi wybuchnie. Zacząłem zwijać się z bólu na ziemi. Było coraz gorzej, a ja nic nie mogłem zrobić, aż w końcu straciłem przytomność.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej dodałam nowy rozdział trochę wcześniej niż pisałam, mam nadzieję, że się spodoba i bardzo proszę o komentarze nawet te negatywne.

sobota, 18 maja 2013

Powiadomienie

Bardzo Was przepraszam, że od dłuższego czasu nie dodałam nowego rozdziału. Mam nadzieje, że uda mi się dodać nowy w następny weekend. Jeszcze raz przepraszam, ale mam urwanie w szkole, niby koniec roku, a mam masę sprawdzianów.

środa, 8 maja 2013

Rozdział III

Keszja
W barze czekał na mnie Shane. Podeszłam do stolika i usiadłam na przeciwko niego. 
-Możesz mi powiedzieć co wiesz o...- nie dokończył, ponieważ mu przerwałam.
-Zwolnij, najpierw się czegoś napijmy.-powiedziałam.- Kelner dwa razy whisky- zawołałam.
-No dobra a teraz opowiadaj co u reszty.- zaczęłam kiedy kelner przyniósł nam nasze napoje.
-Wszystko jest dobrze, jeszcze żyją.- odparł zniecierpliwiony Shane.
-To dobrze- powiedziałam i dopiłam moją whisky.- Teraz możemy się przejść.- powiedziałam i wyszłam z baru, a Shane poszedł za mną.

Klaus
Postanowiłem śledzić Keszję, ukryłem się przed barem i czekałem aż wyjdzie. Po około 30 minutach wyszła z baru z jakimś chłopakiem. Szli w stronę lasu. Uznałem, że najciszej będę poruszał się po drzewach. Podążałem za nimi, aż zatrzymali się przy starym dębie. Podkradłem się najbliżej jak tylko mogłem i wytężyłem słuch.
-Dobra w czym mogę ci pomóc?- spytała Keszja.
-Chodzi o Shau, chcę wiedzieć o niej wszystko.- powiedział chłopak. 
Zobaczyłem szok na twarzy Keszji, a raczej najpierw poczułem, a później zobaczyłem. Odczuwałem jej emocje,  były tak silne, że zakręciło mi się w głowie. Czułem, że ona próbuje ze wszystkich sił przypomnieć sobie cokolwiek o tej Shau'e. Kiedy myślałem, że już nie wytrzymam, nagle wszystko ucichło i nie czułem już nic. Mrugnąłem parę razy i słuchałem dalej.
-Nie pamiętam wiele, ale postaram się ci pomóc. Jestem pewna, że próbowała mnie zabić,  tylko, że nie pamiętam z jakiego powodu. Jest nieśmiertelną wiedźmą, żeby żyć tak długo pije krew.- mówiła Keszja, starając się jak najwięcej sobie przypomnieć.- Zabić ją można srebrnym kołkiem wypełnionym płynnym złotem. No i oczywiście musi być rzucone zaklęcie, nie mam pojęcia jakie, ale wiem, że potrzeba do tego potężniej wiedźmy.- skończyła swój monolog Keszja. Byłem pewny, że przypomnienie sobie tego wszystkiego sprawiło jej ogromny ból i wysiłek, nie czułem tego, ale było to widoczne na twarzy dziewczyny.
-Dzięki, naprawde bardzo mi pomogłaś... Kate- powiedział chłopak i oddalił się.
Keszja stała przez chwilę, a później również odeszła.
Dopiero po chwili dotarło do mnie znaczenie tego co usłyszałem. 
Ten chłopak nazwał ją Kate.- powiedziałem do siebie.- Znałem kiedyś pewną Kate, czułem jej silniejsze emocje tak jak teraz tej Keszji. Tylko, że ona wygląda inaczej. Jak to możliwe...?- Byłem w szoku.- Przecież ona nie może być żywa!- krzyknąłem- Czułem jej śmierć, jak jej dusza opuszcza ciało.-dodałem szeptem.
***
Kiedy wszedłem do domu, Bonnie już tam była.
-Czekam na ciebie od godziny, gdzie byłeś?- spytała z wyrzutem.
- Nie twój interes.- odpowiedziałem i chciałem ją minąć.
-Gdzie idziesz, a zaklęcie?
-Nie będzie żadnego zaklęcia.- odpowiedziałem i poszedłem do swojego pokoju.

Keszja
Wracałam do domu. Byłam przygnębiona z powodu rozmowy z Shanem, ale bardziej dręczyło mnie to, że czułam czyjąś obecność w lesie. 
-Cholerne skojarzenie!-krzyknęłam i wtedy mnie olśniło.

Retrospekcja (wiek XVIII)
Byłam w lesie razem z Michaelem, młodym wampirem. Miał z wyglądu około 20 lat, kasztanowe włosy i zielonkawe oczy, ubrany był w jasne obcisłe spodnie do kolan, niebieską koszulę oraz wysokie buty. Ja miałam na sobie strój męski podobny do jego.
-Nie pozwolę, abyś to ty zajęła się Klausem.-powiedział mężczyzna.
Wkurzyłam się, jak on śmiał mówić mi co mogę. W wampirzym tempie złapałam go i przycisnęłam do drzewa. Oczy migały mi najprzeróżniejszymi barwami, a kły wysunęły się i zaostrzyły. Michael próbował się wyrwać, ale ja byłam o wiele silniejsza.
-Jak śmiesz mi mówić co mogę, a czego nie- byłam wściekła.- To ja zajmę się Klausem, a wy odciągniecie jego rodzeństwo, zrozumiano?!- spytałam.
Michael nic nie odpowiedział tylko pokiwał głową. Chciałam go zabić, ale był mi potrzebny do odnalezienia Klausa, więc puściłam go i poszłam w stronę naszej kryjówki.
***
Szłam po Klausa, wiedziałam, gdzie jest, czułam jego zapach. Wyważyłam drzwi, złapałam go i pobiegłam w las. Próbował się wyrywać, ale ja byłam starsza i silniejsza. Dotarłam do wodospadu, przeszłam po kamieniach i przeszłam na drugą stronę do jaskini. Postanowiłam pozbawić Klausa większości krwi, żeby nie próbował uciec, wgryzłam mu się w tętnice i zaczęłam pić, jednak było to dziwne, czułam ciepło, emocje, jakby nie było niczego poza nami. Klaus też to czuł, słyszałam, że jęknął, ale nie z bólu tylko z rozkoszy. Wystraszona tym co się działo oderwałam się od Klausa i rzuciłam go na ziemię. Zauważyłam, że on również jest zszokowany, tylko, że w porównaniu do mnie nie mógł wiedzieć co się właśnie stało.
-Co to było?- spytał.
-Skojarzyliśmy się-odparłam niezruszona, a tak naprawdę kotłowało się we mnie od emocji. Wiedziałam, że Klaus to czuje, ale wolałam udawać spokojną i opanowaną. 
-Co to znaczy?- spytał. 
Był wkurzony i nie krył się z tym. Chciał mnie zaatakować, ale był zbyt słaby i upadł.
-To znaczy to co widzisz. Ty czujesz moje silne doznania emocjonalne i fizyczne, a ja twoje. Kiedy któreś z nas umrze, to drugie poczuje ogromny ból i możliwe, że też umrze. Więcej ci nie powiem, bo w każdym przypadku jest zawsze inaczej.
-Jak masz na imię?- spytał Klaus. 
Zaskoczył mnie myślałam, że będzie się awanturował.
-Kate- skłamałam, nie chciałam, żeby poznał moje prawdziwe imię.
-Jestem Klaus.-odparł. Na całe szczęście nie domyślił się, że skłamałam. To znaczy, że w naszym skojarzeniu nie wiadomo, kiedy któreś kłamie.
Przynajmniej coś na pocieszenie.- powiedziałam w myślach.
-Tak wiem.- odparłam i uśmiechnęłam się.
-Dlaczego chciałaś mnie porwać?- spytał Klaus.
-To nie jest teraz ważne.- odpowiedziałam.
Klaus chciał coś powiedzieć, ale ja szybko nadgryzłam nadgarstek i dałam mu krwi. 
-Dzięki.- powiedział Klaus, kiedy skończył pić.
-Nie ma za co.- odpowiedziałam i poszłam w kierunku wyjścia.
-Poczekaj, gdzie idziesz?- zatrzymał mnie głos Klausa.
-Wyrównać rachunki- odpowiedziałam i wampirzym tempie pobiegłam zrobić to na co chęć miałam od dawna- zabić Michaela.

Teraz
Zastanawiałam co by się stało, gdybyśmy się znowu nie skojarzyli. Czy przypomniałabym sobie o Klausie i mojej znajomości z nim?
-Dlaczego ja go wogóle potraktowałam tak łagodnie, przecież mogłam wybiec z tamtej jaskini zaraz po  naszym skojarzeniu i nie tłumaczyć mu tego, albo po prostu go zabić, bo przecież byłam zdolna do zignorowania tego bólu?!- pytałam samą siebie.- A może ja coś do niego czułam? Nie, to niemożliwe, nic do niego nie czułam i nie czuję. 
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej, znalazłam trochę wolnego czasu i dodałam nowy rozdział. Mam nadzieję, że się wam spodoba i bardzo proszę o komentarze. Chcę zobaczyć czy ktoś wogóle to czyta.








niedziela, 5 maja 2013

Rozdział II

Klaus
Wracałem do domu. Byłem na siebie wściekły, że nie zabiłem Keszji, ona miała być martwa, taki był plan, a jednak ją oszczędziłem. Zawsze zabijałem swoje ofiary chyba, że miałem bardzo ważny powód, aby tego nie robić. Najgorsze było wrażenie, że skądś ją znam i ten smak krwi też był mi dziwnie znajomy.
-Co się ze mną dzieje?- pytałem się w myślach.-Jeden zwykły człowiek, a tak mi namieszał w głowie.
-Muszę się dowiedzieć wszystkiego o tej dziewczynie.- postanowiłem.

Keszja
Kiedy wróciłam do domu od razu wzięłam gorący prysznic, gdy skończyłam ubrałam dżinsy, białą bokserkę i niebieską koszulę, a do tego niebieskie trampki, no i oczywiście mój srebrny wisiorek na słońce, a następnie zeszłam do piwnicy. Wzięłam latarkę z półki i weszłam przez szafę do ukrytego pokoju. Podeszłam do zamrażalnika i wyjęłam woreczek z krwią, którą łapczywie wypiłam. Była zimna i ohydna, ale nie zwróciłam na to uwagi.

Klaus
Spałem, gdy obudził mnie dźwięk telefonu. Wkurzony rzuciłem nim o ścianę. Niestety, kiedy telefon przestał dzwonić do pokoju weszła Rebeka.
-Rebeka czego chcesz?!- byłem w bardzo złym nastroju.
-Masz gościa- powiedziała i wyszła z pokoju.
Szybko ubrałem się i zszedłem na dół. W salonie ujrzałem Bonnie. Ona przychodziła tylko, kiedy miała jakąś ważną sprawę. Bardzo się ożywiłem, byłem ciekawy o co tym razem chodzi.
-Dzień Dobry-powiedziałem.
-Daruj sobie te uprzejmości, jest sprawa.- powiedziała czarownica.
-Tak? Mam nadzieje, że to coś interesującego- powiedziałem z miną mordercy.
Widać było, że dziewczyna się mnie boi.
-W mieście jest jakaś potężna istota, nie mam pojęcia kto to, ale wyczuwam ją, pomyślałam, że chciałbyś wiedzieć.- powiedziała na jednym oddechu.
-Czy możesz ją zlokalizować?- spytałem coraz bardziej zaciekawiony.
-Nie, już próbowałam, dlatego przyszłam do ciebie.
-A w czym ja ci mogę pomóc?- spytałem bez emocji, mimo narastającego we mnie napięcia.
-Jest jeszcze jeden sposób, ale potrzebna mi jest twoja krew- odpowiedziała dziewczyna i czekała na moją reakcję.
Zaskoczyła mnie tą odpowiedzią, nie wiedziałem co powiedzieć, udało mi się tylko wykrztusić
-Po co?
-Do zaklęcia, bo zawsze jak próbuję znaleźć tą istotę trop prowadzi do ciebie, a upewniłam się, że ty nią nie jesteś.-powiedziała niepewnie czarownica.
-Co?! Jak to do mnie?!- nie wytrzymałem i wybuchłem. 
Czarownica ze strachu aż się skuliła. Tego było już za wiele. Od razu na myśl przyszła mi Keszja. Musiałem dowiedzieć się o co chodzi.
-Dobrze to gdzie i kiedy?- spytałem już spokojnie.
-Może być u ciebie o 18.00.-odpowiedziała zadowolona dziewczyna.
***
Postanowiłem pójść się przewietrzyć. Nie wiedziałem co o tym wszystkim myśleć. Zjawia się jakaś dziewczyna. Piję jej krew, nie zabijam, choć tego chcę, a później czarownica oznajmia, że w tym mieście jest jakaś potężna istota, a trop prowadzi do mnie. No tego już za wiele.
Poszedłem do Keszji. Zapukałem do drzwi, a po chwili w progu pojawiła się ona. Miała na sobie dżinsy, białą bokserkę, a do tego niebieskie trampki i ten sam srebrny wisiorek co ostatnio.
-Cześć my się znamy?- spytała dziewczyna.
 Jeśli naprawdę była tą potężną istotą to nieźle grała, że nic się nie wydarzyło.
-Jestem Klaus. mieszkam niedaleko- odpowiedziałem.
-Aha miło mi cię poznać. Jestem Keszja.
-Pomyślałem, że może pokażę ci miasto?-zapytałem.
-No nie wiem
-No weź, nie gryzę-skłamałem i szczerze się uśmiechnąłem.
-No dobrze- zgodziła się Keszja z lekkim ociągianiem- i tak miałam wychodzić- dodała.
***
Chodziliśmy po parku. Nic nie mówiliśmy. Tylko ja od czasu do czasu komentowałem niektóre rzeczy. 
-To miło z twojej strony, że chciałeś mi pokazać miasto.- powiedziała Keszja.
-To ja się cieszę, że się zgodziłaś- odpowiedziałem i uśmiechnąłem się tym swoim uśmiechem, który podoba się dziewczynom.
-Może pokaże ci mój dom- zaproponowałem.
-Przykro mi ale muszę już iść, jestem umówiona.- uśmiechnęła się przepraszająco.- A czy wiesz gdzie jest jakiś bar?
-Jasne, zaprowadzę cię.- odpowiedziałem i co mnie zdziwiło, ucieszyłem się, że mogę jej pomóc.
Szliśmy w stronę baru w milczeniu, kiedy postanowiłem zadać jej pytanie.

Keszja
Kiedy zbliżaliśmy się w stronę baru, Klaus wyskoczył z zaskakującym pytaniem.
-Czy wierzysz w istnienie wampirów, wilkołaków... ogólnie istot nadprzyrodzonych? Co o tym myślisz?
Zamurowało mnie, nie wiedziałam co mam odpowiedzieć żeby się nie zdradzić. Klaus obserwował mnie uważnie i cierpliwie czekał na moją odpowiedź.
-Ja... Ja... Uważam, że to możliwe, nie wiadomo co świat przed nami kryje.- wydukałam i spojrzałam się wyzywająco Klausowi w oczy. Nie powinnam tego robić ale nie mogłam się powstrzymać. Utonęłam w jego spojrzeniu i błękicie jego oczu. Na szczęście dotarliśmy już do baru. Klaus chciał coś powiedzieć lecz nie dałam mu dojść do głosu.
-Dzięki za wskazanie drogi- powiedziałam pośpiesznie.  
Kiedy wchodziłam do baru, usłyszałam jak Klaus mówi nie ma za co.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej mam nadzieję, że wam się spodoba i proszę o komentarze. Następny rozdział pewnie dodam w weekend, chyba, że będę mieć wolną chwilę to wcześniej.

sobota, 4 maja 2013

Rozdział I


Keszja
Stałam na wzgórzu Mystic Falls i podziwiałam widoki. Jutro miałam oficjalnie wprowadzić się do tego miasta i rozpocząć nowe życie udając człowieka, którym nie do końca jestem.

Klaus
Siedziałem w fotelu popijając whisky i oglądając płomienie w kominku. Zastanawiałem się co dotychczas osiągnąłem, a więc udało mi się zdjąć klątwę, stworzyłem własne hybrydy, a później zabiłem, Elena jest wampirem, co uniemożliwia mi stworzenie kolejnych, jednym słowem spieprzyłem sprawę. Siedziałem tak rozmyślając, kiedy do salonu weszła wystrojona Rebeka.
-Wychodzę-powiedziała.
-Dokąd znowu?-spytałem od niechcenia.
-Do Salvatorów, Elena podobno organizuje jakąś imprezę powitalną, chcę się zabawić.
-Ehe-przytaknąłem.

Keszja
Kiedy rozpakowywałam swoje rzeczy, usłyszałam dzwonek do drzwi.
-Hej jestem Elena, mieszkam niedaleko i pomyślałam, że się przywitam-powiedziała dziewczyna, kiedy otworzyłam drzwi.
-Jasne wejdź-odpowiedziałam i sztucznie się uśmiechnęłam.
-Wpadłam na pomysł , żeby urządzić imprezę powitalną. Co ty na to?-powiedziała Elena.
Dzięki, to naprawdę super ale czy to nie bedzie kłopot?-spytałam
-Nie no co ty, już wszystko gotowe. Dam ci tylko adres i uciekam
***
Stałam przed lustrem i oglądałam swoją kreację. Miałam na sobie czarne, obcisłe dżinsy i białą bokserkę, a do tego czarną, skórzaną kurtkę, czarne kolczyki i srebrny wisiorek. Został tylko makijaż, pomalowałam rzęsy i nałożyłam błyszczyk.
***
Stałam pod domem, którego adres dała mi Elena i miałam ogromną chęć uciec. Ostatnio coraz bardziej pragnęłam krwi i bałam się, że nie utrzymam swojej rządzy w ryzach, a nie chciałam na razie ujawnić swojej prawdziwej tożsamości.

Klaus
Rebeka i Kol zmyli się z domu, a ja nie miałem nic do roboty. Postanowiłem pójść do Salvatorów i zniszczyć imprezę Eleny.
***
Kiedy wszedłem na imprezę od razu podeszła do mnie Elena.
-Co tu robisz Klaus?- spytała się mnie. Była wściekła.
-Radzę się grzeczniej odzywać.-odpowiedziałem i odszedłem od dziewczyny.
Odszukałem barek i nalałem sobie whisky. Rozglądałem się za moją ofiarą i wybrałem jakąś rudowłosą dziewczynę. Podszedłem do niej, była pijana. Chciałem ją zahipnotyzować, gdy usłyszałem...
-Hej jestem Keszja, nowa w tym mieście, a ty?- spytała mnie dziewczyna.
Kiedy na nią spojrzałem zamurowało mnie, była bardzo piękna miała blond włosy i przepiękne oczy. Przyszedł mi do głowy pomysł żeby pożywić się na niej. Elena z pewnością się wścieknie. Na tą myśl uśmiechnąłem się do siebie.
-Jestem Klaus- przedstawiłem się i uśmiechnąłem.
-Miło mi cię poznać.
-Mam pomysł, wyjdźmy na zewnątrz, głośno tu-powiedziałem.
-Jasne-powiedziała Keszja z lekkim wahaniem, co mnie zdziwiło. 
Kiedy wyszliśmy na dwór, postanowiłem się nią trochę pobawić zanim ją zabije.
-A więc co robisz w Mystic Falls-zacząłem.
-Podobno to magiczne miejsce, postanowiłam to sprawdzić.- powiedziała dziewczyna.
-Tak to prawda-mówiłem zbliżając się do mojej ofiary-niektórzy uważają, że to siedlisko przeróżnych istot...
 


Keszja
Klaus był coraz bliżej mnie, nie wiedziałam co zrobić więc stałam w miejscu.
-Naprawdę, a ty w to wierzysz?-spytałam.
-Oczywiście-odpowiedział Klaus i rzucił się na mnie. 
Zaczął pić moją krew, myślałam, że mnie zabije, jednak tak się nie stało. Rzucił mnie na bok i odszedł. Leżałam na ziemi i czekałam, aż ktoś przyjdzie i mi pomoże. Nie mogłam się sama uleczyć, gdyż wtedy prawda wyszłaby na jaw. 
Byłam  wkurzona na Klausa, myślałam, że tego nie zrobi, jednak się przeliczyłam, w końcu to Klaus.
Po paru minutach, w końcu ktoś mnie znalazł. Był to Stefan, nie wiem dlaczego ale znałam jego imię. Przystawił mi swój nadgarstek do ust i kazał pić swoją krew, z trudem powstrzymywałam moje kły przed wysunięciem się, kiedy skończył zahipnotyzował mnie, żebym nic nie pamiętała, nie wiedział, że mnie nie da się zahipnotyzować. Posłusznie wypełniłam polecenie Stefana i poszłam do domu.






Prolog

Keszja:

Spadałam w otchłań, nie wiedziałam co się dzieje. Bałam się, a zarazem było to dla mnie dość normalne. Nagle znalazłam się w samym centrum zaciekłej walki, wszędzie było pełno uzbrojonych istot. Spojrzałam na siebie, miałam piękną złocisto-czerwoną zbroję i potężny miecz w prawej ręce.

-Już nie żyjesz-powiedział do mnie Mark i zaczął biec w moim kierunku.

Udało mi się uniknąć ciosu, mimo to, z powodu już otrzymałych ran i wyczerpania, upadłam.

-Jeśli mnie teraz zabijesz, to dobrze wiesz, że to jeszcze nie koniec-powiedziałam.

-A ja uważam inaczej-odpowiedział mężczyzna i wyjął kołek wysadzany złotem, srebrem, drewnem i innymi przeróżnymi rzeczami.

-Skąd go masz?-spytałam przerażona.

-Jak widzisz nie wiesz wszystkiego-odpowiedział Mark z uśmiechem na twarzy.

Wycelował kołek w moje serce, chciałam coś powiedzieć,lecz nie zdążyłam, a póżniej był już tylko ból i ciemność. Obudziłam się cała zdyszana i spocona, miałam obolałe ciało.

-To tylko sen, tylko sen...-powtarzałam. lecz wiedziałam, że jest to wspomnienie mojej śmierci.

Zaczynamy

Hej postanowiłam napisac blog o Klausie i nowej bohaterce Keszji, ponieważ o Klaroline jest już dużo blogów.  Mam nadzieje, że wam się spodoba.