sobota, 4 maja 2013

Prolog

Keszja:

Spadałam w otchłań, nie wiedziałam co się dzieje. Bałam się, a zarazem było to dla mnie dość normalne. Nagle znalazłam się w samym centrum zaciekłej walki, wszędzie było pełno uzbrojonych istot. Spojrzałam na siebie, miałam piękną złocisto-czerwoną zbroję i potężny miecz w prawej ręce.

-Już nie żyjesz-powiedział do mnie Mark i zaczął biec w moim kierunku.

Udało mi się uniknąć ciosu, mimo to, z powodu już otrzymałych ran i wyczerpania, upadłam.

-Jeśli mnie teraz zabijesz, to dobrze wiesz, że to jeszcze nie koniec-powiedziałam.

-A ja uważam inaczej-odpowiedział mężczyzna i wyjął kołek wysadzany złotem, srebrem, drewnem i innymi przeróżnymi rzeczami.

-Skąd go masz?-spytałam przerażona.

-Jak widzisz nie wiesz wszystkiego-odpowiedział Mark z uśmiechem na twarzy.

Wycelował kołek w moje serce, chciałam coś powiedzieć,lecz nie zdążyłam, a póżniej był już tylko ból i ciemność. Obudziłam się cała zdyszana i spocona, miałam obolałe ciało.

-To tylko sen, tylko sen...-powtarzałam. lecz wiedziałam, że jest to wspomnienie mojej śmierci.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz