Keszja:
Spadałam w otchłań, nie wiedziałam co się dzieje. Bałam się, a zarazem było to dla mnie dość normalne. Nagle znalazłam się w samym centrum zaciekłej walki, wszędzie było pełno uzbrojonych istot. Spojrzałam na siebie, miałam piękną złocisto-czerwoną zbroję i potężny miecz w prawej ręce.
-Już nie żyjesz-powiedział do mnie Mark i zaczął biec w moim kierunku.
Udało mi się uniknąć ciosu, mimo to, z powodu już otrzymałych ran i wyczerpania, upadłam.
-Jeśli mnie teraz zabijesz, to dobrze wiesz, że to jeszcze nie koniec-powiedziałam.
-A ja uważam inaczej-odpowiedział mężczyzna i wyjął kołek wysadzany złotem, srebrem, drewnem i innymi przeróżnymi rzeczami.
-Skąd go masz?-spytałam przerażona.
-Jak widzisz nie wiesz wszystkiego-odpowiedział Mark z uśmiechem na twarzy.
Wycelował kołek w moje serce, chciałam coś powiedzieć,lecz nie zdążyłam, a póżniej był już tylko ból i ciemność. Obudziłam się cała zdyszana i spocona, miałam obolałe ciało.
-To tylko sen, tylko sen...-powtarzałam. lecz wiedziałam, że jest to wspomnienie mojej śmierci.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz